Pożar w Piasecznie i śmierć w płomieniach

Nieco ponad 5 lat po oficjalnym założeniu straży pożarnej w Piasecznie – nad ranem 18 grudnia 1908 roku doszło do niebezpiecznego pożaru drewnianego budynku należącego do Schronienia św. Małgorzaty dla zbłąkanych dziewcząt prowadzonego przy ulicy Młynarskiej.

Drewniany budynek 10 lat przed pożarem na okładce książki o siostrach pasterzankach wydanej w 2021 r.

Ogień ukazał się od zewnętrznej ściany szczytowej domu, o godz. 4-ej z rana i ogarnął cały budynek. W domku mieszkały na facjacie dwie stare kobiety, przygarnięte niegdyś na mieszkanie. Obie wedle zwyczaju położyły się o godz. 6-ej wieczorem. Zbudziły się, gdy się dom palił. Jedna, młodsza i rzeźwiejsza, otuliła się kołdrą i zdołała zbiec przez płonące schody; starsza widocznie straciła przytomność i zbiec nie zdążyła”.

Choć płonący budynek położony był zaledwie około 500 metrów od remizy, to nie obyło się bez problemów. Największą bolączką i wówczas, i przez następne kilkadziesiąt lat był brak własnych koni niezbędnych do ciągnięcia strażackiego wozu z sikawką. Prywatne konie były użyczane przez mieszkańców miasta, nie zawsze należących do stowarzyszenia. Możliwe, że i tym razem do pożaru wysłane zostały konie należące do jednego z założycieli straży, mieszkającego w pobliżu Piotra Wasiewicza (1862-1909).

Co więcej, szybko okazało się, że choć tego grudniowego poranka nie było bardzo zimno – codzienne gazety podały, iż było zaledwie dwa stopnie zimna, prawdopodobnie zapisywanej jeszcze według nieużywanej dziś skali temperatury Reaumura, to strażakom zamarzły sikawki. Jak by było mało problemów, to jeszcze „przystawiona do okna drabina strażacka załamała się”.

Ostatecznie pożar udało się opanować, a co najważniejsze, nie przeniósł się on na sąsiedni, wybudowany kilka lat wcześniej okazały, murowany budynek Schronienia, do którego przeniesiono wcześniej główną działalność. Zagrożenie mogło być duże, bowiem w szczytowym okresie mogło mieszkać tu nawet 60 wychowanek i zajmujące się nimi opiekunki. Możliwe jednak, iż akurat w tym czasie nocowało tu znacznie mniej osób. Schronisko znajdowało się w reorganizacji (ostatecznie nieudanej) i od kilku miesięcy nie przyjmowało nowych „pacjentek”. Od dłuższego czasu borykało się również z poważnymi problemami finansowymi.

Dom Schronienia św. Małgorzaty przy ul. Młynarskiej

Już „po ugaszeniu pożaru dobyto zwęglone zwłoki staruszki. Nazwisko jej – Teofila Zambrzycka; miała lat 77”, Nie bardzo przejęto się śmiercią nikomu bliżej nieznanej starej panny, a w podsumowaniu tego tragicznego wydarzenia napisano, iż  „straty w ogóle są niewielkie, bo dom był ubezpieczony i sprzętów nie było w nim żadnych. Przyczyna pożaru – wielce zagadkowa”.

Już następnego dnia w prasie warszawskiej pojawiła się plotka wyjaśniająca to zagadnienie, ponoć rozpowszechniana w prasie żydowskiej, głosząca, iż podpalenia dokonali … mariawici,  czyli dawni wyznawcy kościoła rzymsko-katolickiego, którzy w 1906 roku odłączyli się od kościoła, a ich założyciele zostali ekskomunikowani przez papieża. Mariawici rzeczywiście żyli w Piasecznie, jednak w tym położonym niedaleko Cegłowa, obecnie w pow. mińskim.